Recenzja proszku do prania Ariel A+

Jakiś czas temu udało mi się kupić proszek do prania Ariel A+ z rynku szwedzkiego. Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z detergentami z tamtego rynku, dlatego tym bardziej nie mogłem doczekać się przetestowania tego proszku. Jesteście ciekawi co o nim sądzę?

Informacje wstępne

Proszek do prania zakupiłem w małym opakowaniu o wadze 675 gram. Takie opakowanie wystarcza do 20 prań w zależności od dozowania. Jest to proszek uniwersalny, który możemy używać do prania białego, kolorowego, a nawet czarnego (co jest pokazane na opakowaniu). Działa od temperatury 20 do 90 stopni. Proszek jest jednolicie biały, bez kolorowych dodatków i ma intensywny zapach typowy dla proszków, który jest przyjemny, przynajmniej dla mnie, ponieważ uwielbiam takie zapachy. Jeżeli zostawicie otwarte opakowanie w pomieszczeniu to po kilku chwilach wypełni się aromatem tego proszku.

Na zdjęciu widzicie dokładny sposób dozowania znajdujący się na opakowaniu. Zwróćcię uwagę, że dozowanie pokazane jest już od 4 kilogramów. Ze względu na twardość wody używamy od 39 do 62 ml proszku przy załadunku 4-6 kilogramów lub od 59 do 94 ml przy załadunku conajmniej 94 ml. Jeżeli ubrania są mocno zabrudzone to nalezy odmierzyć 10 ml więcej. Wychodzi na to, że proszek do prania Ariel A+ jest skoncentrowany, więc nie musimy używać dużych ilości w celu skutecznego doprania naszych ubrań.

Ze względu na moją pralkę, która ma pojemność 7 kilogramów i twardą wodę w kranie podczas testów używałem 94 ml proszku na jedno pranie.

Test

Pełny wsad dla mojej pralki

Test polegał na wykonaniu kilku prań różnych tkanin na różnych programach. Najważniejsze prania przy użyciu tego proszku to pranie czarne, kolorowe i białe mocno zabrudzone i na nich skupię się. Niestety nie mam zdjęć prania czarnego i kolorowego. To co mnie zaskoczyło to fakt, po wypraniu zapach proszku nie jest absolutnie wyczuwalny. Ubrania nie pachną niczym (specjalnie podczas testów nie dodawałem płynu do płukania). Dla wielu osób będzie to zaletą, dla mnie niestety mały minus, ponieważ uwielbiam zapachy proszków do prania.

Pranie kolorowe – pranie nie było mocno zabrudzone, nie posiadało żadnych plan, a składało się z bielizny, koszulek, kolorowych ręczników i ścierek kuchennych. Po kilkukrotnym wypraniu na różnych programach w temperaturze 40 i 60 stopni nie zauważyłem, żeby ubrania straciły lub zyskały kolor oraz nie znalazłem pozostałości nierozpuszczonego proszku do prania. Dlaczego wspominam o tym? Otóż dałem radę zrobić dwa prania czarnych rzeczy przy użyciu proszku do prania Ariel A+, ponieważ niestety pozostawał na czarnych ubraniach. Pierwsze pranie polegało na wypraniu około 3/4 objętości bębna czarnych, codziennych rzeczy. Po wypraniu kolorowych ubrań byłem pewny, że proszek poradzi sobie równie dobrze z czarnymi, ale jak to w życiu bywa, człowiek nie może czuć się zbyt pewnie. Nastawiłem program „Kolorowe” – program, który ma na celu ochronę kolorów pranych tkanin, różni się od innych programów tym, że intensywność prania zasadniczego jest zredukowana, występują dłuższe pauzy między obrotami bębna, a płukania odbywają się w dużej, a wręcz ogromnej ilości wody, ponieważ przy wspomnianym załadunku pralka wypełnia wodą aż połowę bębna. Program trwa około 120 minut, więc proszek do prania miał wystarczającą ilość czasu, żeby rozpuścić się i wypłukać przy płukaniach z takim poziomem wody. Wracając do tematu, załadowałem pralkę, ustawiłem prokram Kolorowe, ustawiłem temperaturę 40 stopni i odczekałem 2 godziny, żeby sprawdzić rezyultaty tylko po to, żeby przeżyć szok. Na niektórych czarnych ubraniach były wyraźne ślady pozostałości nierozpuszczonego proszku! Postanowiłem włączyć ponownie cykl płukania (2 płukania z wirowaniami pośrednim i końcowym) i dopiero wtedy detergent został wypłukany z tkanin. Postanowiłem zrobić jeszcze jedno pranie z mniejszą ilością ubrań na tym samym programie, ale efekt niestety był identyczny. Dlatego postanowiłem nie używać nigdy więcej tego proszku do prania czarnych ubrań.

Jak zapewne wiecie, najtrudniejsze do prania są białe, zabrudzone tkaniny, a takich miałem kilka, więc trafiła się idealne okazje, że wspomniany proszek do prania Ariel A+ przetestować, czy proadzi sobie z trudniejszymi ubraniami. We wsadzie, który udało mi się uzbierać znalazły się skarpety, które były mocno brudne z powodu chodzenia po domu bez kapci, pobrudzona czekoladą i kakao ścierka kuchenna i ręcznik, na którym znajdowały się plamy od kremów. Całą białą stertę prania wsadziłem do pralki i ustawiłem program Baweła 60 stopni, czyli najczęściej używany przeze mnie program do prania i wsypałem niecałe 100 gram proszku do przegródki prania zasadniczego. Przy praniu tkanin białych prawie zawsze dodaje Vanish, ale tym razem odpuściłem sobie, żeby zobaczyć efekty działania samego proszku. No i niestety nie był to dobry pomysł, ponieważ ręcznik doprał się, ale pozostałe rzeczy nie. Mogę wybaczyć niedopranie skarpet, ponieważ często one dopierają się wyłącznie, gdy dodam Vanish do białych tkanin, ale proszek nie usunął nawet zabrudzeń ze ścierki kuchennej, która mimo wszystko nie była piekielnie zabrudzona.

Efekt po praniu – dosyć słaby

Podsumowanie

W skali od 1 do 5 niestety nie mogę dać więcej niż 3, ponieważ proszek do prania Ariel A+ nie nadaje się do zabrudzonych białych oraz czarnych ubrań. Po wykonaniu testów używałem tego proszku jedynie do prania codziennych, kolorych ubrań i wtym przypadku sprawdzał się dobrze.

Jeżeli dotrwaliście do końca artykułu to:

  • zostawcie komentarz
  • subksrybujcie
  • polubcie mnie na Facebook’u jeśli jeszcze tego nie zrobiliście LINK
  • przeczytajcie artykuł o wyborze pralki LINK